W ośrodku rehabilitacji dzikich zwierząt w Skrzynicach koło Jabłonnej zdrowie odzyskuje bielik uratowany w Wólce Orłowskiej koło Izbicy. Ptak był skrajnie wycieńczony, miał problemy neurologiczne i nie wiadomo czy udałoby mu się przeżyć… I tu pojawił się pan Wojciech, który wspólnie ze swoją rodziną zabezpieczył drapieżnika i znalazł dla niego fachową pomoc.
„Nie wiedzieliśmy, co robić, ale chcieliśmy mu pomóc”
– Szczerze mówiąc nie do końca wiedzieliśmy co robić, ale wiedzieliśmy też, że chcemy mu pomóc – mówi Wojciech Psiuk z Wólki Orłowskiej. – Sobotnie popołudnie, ja po obiedzie odpoczywałem sobie spokojnie, żona jak zwykle krzątała się po domu i to ona zauważyła jakiś dziwny ruch przed domem na drodze gminnej. „Chodź mężu, zobaczysz jakiś dziwny duży ptak” – mówi. Patrzę, faktycznie to nie jest ptak, którego widzimy na co dzień w naszym terenie. Ubrałem się, wyszedłem na dwór i poszedłem zobaczyć tego ptaka. Siedział centralnie na środku drogi, duży i jeszcze wtedy nie wiedziałem co to za gatunek i z czym mam do czynienia, co to za dziwny gość odwiedził nasze tereny. Nie reagował w ogóle. Podejrzewałem, że jest wycieńczony, zmęczony i głodny.
Bielik odzyskuje siły pod okiem specjalistów
O tym, że ptak rzeczywiście był w złej kondycji mówi Lena Grusiecka z Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt Leśne Przytulisko. To tutaj Bielik dochodzi dziś do siebie.
– Ewidentnie interwencja i odłowienie były wskazane jak najszybciej. Podejrzewamy jakiś uraz mechaniczny, bo nic nie wskazuje na zatrucie. Wyniki badań krwi wyszły w normie, więc tutaj raczej wygląda to tak, jakby gdzieś uderzył głową albo ewentualnie potrącił go samochód.

CZYTAJ: Zauważył osłabionego bielika i zareagował. Ptak jest już bezpieczny
Rodzina postanowiła zabrać wycieńczonego ptaka w bezpieczne miejsce i zrobić wszystko, by jak najszybciej znaleźć dla niego fachową pomoc.
– I kiedy on poczuł tę wodę, to już zrozumiał, że to woda, i zaczął pić. Dużo tej wody wypił, naprawdę dużo – relacjonuje Wojciech Psiuk. – No dobrze, mówię, jakoś go może przytransportujemy, a chociaż na nasze podwórze, żeby był bezpieczny. Żona przyniosła koc, wziąłem go na ręce, a on w ogóle nie reagował. Czułem tylko bicie serca, więc był na pewno przestraszony, tylko nie miał siły reagować. Chcieliśmy go też jakoś nakarmić. Żona wpadła na pomysł: „Może kurczaka mu damy?”. Nie wiedzieliśmy, jakiej ilości ten orzeł potrzebuje. Najpierw zaczęliśmy od małych porcji. Uspokoił się, nadal odpoczywał, a my mieliśmy czas zastanowić się, co z tym gościem zrobić, bo wiadomo, nie możemy go tak po prostu przytrzymywać. Każdy starał się jakoś pomóc, szukał numerów, gdzie można zadzwonić. Zadzwoniłem do zaprzyjaźnionego komendanta straży pożarnej w Krasnymstawie. On też postanowił pomóc. Powiedział, że zadzwoni do znajomego, do nadleśniczego, pana Michała Jarosza. Podesłał nam numer do tego schroniska dla dzikich zwierząt, Leśnego Przytuliska.
Co robić, gdy znajdziemy dzikie zwierzę?
Wsparcie nadleśnictwa polegało między innymi na pokierowaniu pana Wojciecha i wskazaniu mu, gdzie może szukać pomocy.
– Lasy nie tylko żyją z drewna, ale naprawdę aktywnie chronią przyrodę – mówi Grzegorz Dąbrowa, rzecznik nadleśnictwa Krasnystaw, Lasy Państwowe. – Chcemy też docierać do społeczeństwa, żeby ludzie wiedzieli, co robić w przypadkach nietypowych, jakiejś kolizji ze zwierzęciem czy ze znalezieniem. To jest zawsze dzikie zwierzę, czy to będzie bielik, czy to będzie sarna, czy to będzie jakieś inne stworzenie. Musimy zachować zawsze szczególną ostrożność. Poinformować np. nadleśnictwo, czy służby leśne, czy też nawet policję, czy zadzwonić na numer 112.
– Postanowiłem go przenieść do pomieszczenia gospodarczego przy domu. Mówię: tam będzie bezpieczny, bo nie mogliśmy go zostawić na pastwę losu na dworze. Rano otwieramy z córką pomieszczenie, a ten bielik nas atakuje. Myślimy: teraz co zrobić? Odzyskał siły, odzyskał wigor i mówimy: teraz to dopiero będziemy mieli problem. Ale jakoś osłaniałem go kocem, a córka podawała mu wodę i jedzenie. Rano zjadł całą pierś z kurczaka, pokrojoną na kawałki. Także nabrał wigoru, powrócił do żywych, powiedzmy. Tak to się zakończyło. Po południu przyjechał pan z tego schroniska dla dzikich zwierząt – dodaje pan Wojciech.
POSŁUCHAJ: Trele morele – bielik
Trudny rok dla dzikich zwierząt
– Bielik na szczęście wraca do formy, ma ogromny apetyt. Jest bardzo duża szansa, że wróci do normy. Troszkę niepokoi nas ten jego totalny brak lęku przed człowiekiem. – zauważa Lena Grusiecka. – On po prostu widząc mnie, już zaczyna biec, rozkłada skrzydła i krzyczy. Więc wygląda troszkę tak, jakby gdzieś już na człowieka trafił i być może człowiek w jakimś etapie jego życia go wychowywał. Ten rok jest bardzo ciężki dla zwierząt, dla ptaków drapieżnych. Widzimy naprawdę ogromną różnicę w porównaniu z innymi takimi miesiącami, kiedy one stają się powoli samodzielne. Ale to nawet nie tylko ptaki drapieżne, bo i jerzyki, które do nas trafiają są często bardzo wychudzone. To skrajna temperatura, czyli raz 40 stopni, potem w nocy 10, powoduje to, że niestety mniejsze ptaki, mniejsze zwierzaki, gryzonie, owady nie wytrzymują takich spadków temperatur i przede wszystkim takich skoków. Pożywienia jest naprawdę niewiele, bo takie pustułki masowo do nas trafiają, w ogóle wszystkie ptaki drapieżne.

Natura potrafi być piękna i brutalna
– Bielik żyje w parach, w Polsce szczególnie w części północnej i północno-zachodniej. Ma tam dużo gniazd, bo generalnie bytuje tam, gdzie ma pożywienie – tłumaczy Grzegorz Dąbrowa. – Żywi się rybami, gryzoniami, zającami, a jakąś sarnę też może sobie z naszego leśnego ekosystemu spożytkować i spałaszować. To są ptaki, które trzymają się niedaleko żerowisk, chociaż obszar, na którym taka para – bo bielik żyje w parach – ma swoje gniazdo, to około 100 kilometrów kwadratowych. Jest to dość spory obszar. To ptak bardzo charakterystyczny. W locie ma takie skrzydła w postaci, można powiedzieć, desek i bardzo rozłożysty, klinowaty ogon. Jest prawdopodobnie pierwowzorem naszego godła państwowego. Chociaż tam był orzeł przedni, to bielik też pewnie był brany pod uwagę. Jest to majestatyczny i tak naprawdę największy nasz drapieżnik, jeżeli chodzi o ptaki. Naprawdę jest się czym chwalić. Na Lubelszczyźnie to się zmienia. Około 60, 65, może nawet 70 gniazd jest zlokalizowanych na tym terenie. Gniazda bielik buduje przez lata i potrafią być bardzo ciężkie, dlatego wybiera na nie jakieś dęby, zdarzają się też sosny. Te gniazda mają olbrzymie rozmiary – potrafią mieć nawet 2,5–3 metry i przez lata są rozbudowywane. Potrafią ważyć nawet tonę. Tak że w przypadku jakichś mocniejszych wiatrów, które na Lubelszczyźnie się zdarzają, takie gniazdo może w sposób naturalny zostać strącone albo może zostać złamane drzewo, bo jednak jest to dość duży ciężar. Tak mogło być w tym przypadku. Być może, ale trudno powiedzieć. To jest takie gdybanie. Natura jest tak naprawdę z jednej strony piękna, ale z drugiej jest też brutalna.
– Dosyć szczęśliwie, że ten niby orzeł, a bielik wylądował u nas, w mojej miejscowości, Wólce Orłowskiej. Taka historia już w naszym życiu się pewnie nie powtórzy. Chyba, że coś nas zaskoczy – mówi pan Wojciech.
– Najważniejsze jest to, że powrót do zdrowia jest bardzo zauważalny. Teraz zobaczymy jak będzie dalej z kwestią nauczenia go życia w strachu przed człowiekiem – dodaje Lena Grusiecka.
Bielik, choć często nazywany jest „orłem bielikiem”, z naukowego punktu widzenia… wcale orłem nie jest. Orły i bieliki to dwa różne rodzaje ptaków z rodziny jastrzębiowatych.
JN / opr. LisA
Fot. W. Psiuk / Nadleśnictwo Krasnystaw

















