– Grypa przebiega piorunująco. Jest to ciężkie zachorowanie, nie da się jej pomylić z czymś innym. Jeżeli nas dorwie w pełnej krasie, mamy do czynienia z gorączką, bólami mięśniowymi, bólem głowy, czasami ze światłowstrętem, mdłościami czy wymiotami. Zwala nas z nóg na minimum 48 godzin – mówił w Polskim Radiu Białystok lekarz rodzinny Szymon Bielonko.
Duże wahania temperatur i krążące wirusy już dają nam się we znaki. Mamy jesień i początek sezonu infekcyjnego, co – po liczbie nieobecności – widać już w przedszkolach i szkołach. Chorują też dorośli i wykupują z aptek witaminy i syropy na odporność.
Czy to pomoże? Jak skutecznie się chronić i zapobiegać przeziębieniom? Między innymi o to zapytaliśmy w poniedziałkowej (28.09) Rozmowie Dnia w Polskim Radiu Białystok. Gościem Izy Serafin był lekarz rodzinny Szymon Bielonko.
Dlaczego jesienią chorujemy częściej?
Początek jesieni to czas, w którym pacjenci masowo trafiają do gabinetów lekarskich z katarem i kaszlem. Główną przyczyną takich stanów są nagłe wahania pogodowe oraz zmiana naszych codziennych nawyków.
– Mamy zmianę temperatury, zmianę klimatycznych zachowań przyrody i w tym momencie wychodząc rano, gdzie jest ciepło albo nam się wydaje, że jest ciepło, okazuje się, że w ciągu dnia spadnie deszcz i wcale tak ciepło nie jest. Skoki temperaturowe, szok termiczny i mamy infekcję. Zaczynamy się zamykać w pomieszczeniach, bo jest zimniej i w tym momencie wirusy, infekcje mają łatwiejszy dostęp do nas – tłumaczy Szymon Bielonko.
Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym rozwojowi drobnoustrojów jest nadchodzący sezon grzewczy. Ciepłe, lecz wysuszone powietrze z kaloryferów negatywnie wpływa na stan naszych dróg oddechowych.
– Przy wysuszonym powietrzu w sezonie grzewczym należy jednak wietrzyć te pomieszczenia, gdzie się znajdujemy, parę razy dziennie nawet przewiać te pomieszczenia, żeby dać trochę wilgotności, bądź ustawić, jeżeli nie ma takiej możliwości, nawilżacz powietrza. Nasza śluzówka potrzebuje wilgoci – jeżeli mamy sezon grzewczy, kaloryfery grzeją ciepłym, suchym powietrzem, mamy wtedy otwarte wrota dla infekcji. Wietrzyć, wietrzyć porządnie, przewietrzyć, przewiać pokój – radzi lekarz.
Położyłem się zdrowy, wstałem chory. Czym jest nadinfekcja?
Często zdarza się, że objawy choroby pojawiają się nagle z dnia na dzień. Wynika to z faktu, że patogeny potrzebują nieco czasu, aby w pełni rozwinąć się w organizmie, zwłaszcza gdy wcześniej osłabiliśmy naszą odporność.
– Może tak nas dopaść, zwłaszcza jeżeli się nadinfekowaliśmy dzień wcześniej, kilkanaście godzin wcześniej położyliśmy się do łóżka, infekcja miała czas się rozwinąć. Czasami tak się czujemy, że coś nas rozbiera, coś tak jakby zaczynało się i pójdziemy sobie z gołą głową w wietrzną pogodę na spacer albo się gdzieś zgrzejemy, albo pójdziemy do galerii, gdzie połowa ludzi prycha, kicha – nie dziwmy się wtedy, że z takiego zaczynającego się, z którym organizm może by sobie poradził jeszcze, stanu chorobowego przeistoczy nam się to w pełną infekcję – mówi Szymon Bielonko.
Zostać w domu czy iść do przychodni?
Decyzja o podjęciu leczenia domowego bądź wizycie u lekarza zależy od wieku, ogólnej kondycji organizmu oraz obecności chorób towarzyszących.
– Jeżeli jesteśmy młodzi, silni, mamy możliwość, załóżmy, pracy zdalnej, to w tym momencie należałoby zostać w domu na lekach objawowych, czyli przejście najpierw do apteki albo wyciągnąć z apteczki i przyjąć leki zbijające nam objawy. Natomiast jeżeli jesteśmy osobą starszą, która ma obciążenia, bądź młodszą z obciążeniami, to w tym momencie jednak na drugi, trzeci dzień trwania infekcji, jeżeli się pogarsza, to powinniśmy się zgłosić do konsultacji lekarskiej – radzi lekarz.
W przypadku braku możliwości wykonywania pracy w trybie zdalnym, kluczowa staje się ochrona innych osób przed zarażeniem.
– W tym momencie kroki w pierwszej kolejności do apteki, w drugiej kolejności ewentualnie do lekarza po zwolnienie, żebyśmy nie zarażali reszty naszych współpracowników. Tu jest dużo zmiennych – kwestia charakteru pracy, miejsca pracy, naszej kondycji.
Podobne zasady postępowania dotyczą najmłodszych pacjentów.
– Ta sama sytuacja. Obserwujemy w pierwszej kolejności. Jeżeli występuje temperatura, na początek ją zbijamy, obserwujemy, patrzymy, co się będzie rozwijało. Większość infekcji kataralnych to są infekcje wirusowe, samoograniczające się w tempie od trzech do pięciu maksymalnie dni. Natomiast jeżeli mamy drugą, trzecią dobę gorączki wysokiej, niespadającej po lekach albo słabo reagującej na leki, powinniśmy udać się do lekarza z dzieckiem – mówi Szymon Bielonko.
Domowe sposoby na przeziębienie
Klasyczne domowe środki zaradcze mogą znacząco złagodzić uciążliwe dolegliwości towarzyszące przeziębieniu.
– W większości przypadków są to wirusowe infekcje samoograniczające się. Czas trwania infekcji rhinowirusowej, która nam atakuje śluzówki nosa, daje nieżyt ostry nosa, trwa do pięciu-siedmiu dni maksymalnie. Tak jak powiedzenie, że katar leczony trwa siedem dni, nieleczony tydzień. Możemy ograniczać troszkę objawy, możemy ograniczyć troszkę czas trwania tych objawów za pomocą leków dostępnych bez recepty w aptece, natomiast jak najbardziej paracetamol, jak najbardziej witamina C, jak najbardziej maliny, komponenty ziołowe nas będą stawiały na nogi pod kątem objawowym.
Kiedy infekcja staje się groźna?
Ważne jest bieżące monitorowanie stanu zdrowia, aby nie przeoczyć momentu, w którym dochodzi do powikłań bakteryjnych lub rozwoju cięższych schorzeń.
– Kiedy należy na pewno zweryfikować rozpoznanie czy zweryfikować swoją infekcję? Wtedy, kiedy mamy pogorszenie stanu ogólnego. Powinniśmy zdrowieć, a występuje na nowo temperatura. Powinniśmy zdrowieć, a pojawia się ropny katar czy jakieś mokre odkrztuszanie gęstej, zielonkawej wydzieliny załóżmy, połączone z gorączką, ból w klatce piersiowej. To na pewno są objawy alarmowe – tłumaczy Szymon Bielonko.
Proste zasady profilaktyki na co dzień
Unikanie infekcji wymaga wdrożenia kilku prostych nawyków, od właściwego ubioru, przez higienę, aż po aktywność fizyczną i profilaktyczne szczepienia ochronne.
– Powinniśmy chronić się, po pierwsze, przed czynnikami fizycznymi za oknem, to znaczy ubierać się na tak zwaną cebulkę, dostosowywać nasz ubiór do warunków atmosferycznych. To rzecz pierwsza. Rzecz druga: częste mycie rąk, dezynfekcja rąk, to z COVID-a nam to trochę zostało częściowo, że mamy takie gdzieś nawyki oczyszczania dłoni, mycia tych rąk, to na pewno też ogranicza ryzyko przeniesienia infekcji. Ograniczanie na pewno kontaktu z ludźmi, którzy są chorzy. Jeżeli widzimy, że ktoś stoi z czerwonym „kulfonem” i chlipie i zipie, to nie zbliżajmy się do niego – mówi lekarz.
Zdaniem eksperta pomocne bywa również unikanie zatłoczonych środków transportu publicznego na rzecz spacerów, co bezpośrednio stymuluje odporność.
– Jeżeli mamy możliwość przejść jeden przystanek piechotą, załóżmy, od autobusu do autobusu, przejdźmy się piechotką, przejdźmy się spacerkiem. Ruch, aktywność fizyczna, nawet taka umiarkowana, pobudza do działania nasz układ immunologiczny, białe ciałka krwi, które walczą z infekcjami, tak że tylko na plus. Plus do tego: nie narażamy się na kichających, prychających w autobusie.
Nieodłącznym elementem profilaktyki pozostają także szczepienia ochronne przeciwko najgroźniejszym patogenom sezonowym.
– Jeszcze ważna rzecz: szczepienia. Zalecane szczepienia ochronne, w tym momencie sezonowe przeciwko grypie, które w większości przypadków są zrefundowane na połowę odpłatności, dla dzieciaków za darmo, dla seniorów za darmo. Coraz więcej aptek szczepi, to naprawdę przeciw grypie można się bardzo łatwo zabezpieczyć. Tak samo jak przeciwko pneumokokom.
Zapytany na koniec o to, co robią lekarze rodzinni, gdy sami zachorują, Szymon Bielonko odpowiedział z przymrużeniem oka:
Biorą leki i idą do pracy.
IS / red: bs / opr. MatA (źródło: Polskie Radio Białystok)
Fot. Barbara Sokolińska (PRB) – materiał nadesłany













