– Zwierzęta dzikie były, są i będą. Będą one mieszkały w okolicy siedzib ludzkich. My często jesteśmy sami winni temu, ponieważ je wabimy. Zwierzęta przychodzą do miast, dlatego że mają tu bogatą bazę pokarmową. Celowo dokarmiając dzikie zwierzęta, robimy im wielką krzywdę, więc apel do państwa: proszę ich nie dokarmiać – mówiła w Polskim Radiu Białystok Katarzyna Arłukowicz-Strankowska.
Specjalne środki ostrożności wprowadzono w części Białegostoku i okolicach w związku z wykryciem wścieklizny u dzikiego zwierzęcia. Przez ostatnią dekadę Podlaskie było wolne od tej choroby. Znalezienie chorego jenota w Białymstoku spotkało się z szybką i zdecydowaną reakcją służb weterynaryjnych.
Wścieklizna w mieście. Białystok ma zachować szczególną ostrożność
Czy to jedyne ognisko i czy mieszkańcy Białegostoku i okolic mają powody do obaw? O to zapytaliśmy Katarzynę Arłukowicz-Strankowską – zastępcę Podlaskiego Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii.
Dlaczego tak duży obszar uznano za zagrożony?
Na białostockich osiedlach oraz w części pobliskiej gminy Juchnowiec Kościelny pojawiły się tablice ostrzegające przed wścieklizną. To efekt rozporządzenia Powiatowego Lekarza Weterynarii w Białymstoku, który wyznaczył obszar zagrożony po znalezieniu chorego zwierzęcia.
Wiele osób zastanawia się, dlaczego restrykcje objęły tak liczne osiedla: Dojlidy, Zagórki, Pieczurki, Skorupy, Bojary, Piastę, Mickiewicza, Piaski, Kawaleryjskie czy Nowe Miasto. Jak wyjaśnia Katarzyna Arłukowicz-Strankowska, skala działań wynika bezpośrednio ze specyfiki choroby i mobilności jej nosicieli. – Obszar jest wynikiem analizy przeprowadzonej przez Powiatowego Lekarza Weterynarii w Białymstoku, który to właśnie rozporządzenie wydał i zarządził taki obszar. Wynika on przede wszystkim z tego, że rezerwuarem wirusa wścieklizny są dzikie zwierzęta, które mogą się rozprzestrzeniać na większym obszarze niż zwierzęta domowe. Dlatego też Powiatowy Lekarz uznał, że te obszary, te rejony Białegostoku powinny być poddane szczególnemu nadzorowi.
Ekspertka podkreśla, że choć bezpośrednim powodem był jeden przypadek jenota przy ulicy Kuronia, służby muszą zakładać najczarniejszy scenariusz. – Mamy przypadek tego jednego jenota, natomiast nie mamy gwarancji, że było to jedyne chore zwierzę – dodaje zastępca Podlaskiego Lekarza Weterynarii.
Nowe obowiązki dla właścicieli psów i kotów
Dla mieszkańców wyznaczonych stref rozporządzenie oznacza konkretne zmiany w codziennym życiu i opiece nad pupilami. Celem jest całkowite odizolowanie zwierząt domowych od potencjalnych źródeł zakażenia w środowisku.
– Dla mieszkańców i zwierząt oznacza to to, że psy i koty powinny być pod kontrolą. Psy powinny być wyprowadzane na uwięzi bądź przetrzymywane w zamkniętych kojcach na terenie własnych posesji. Koty natomiast powinny być bezwzględnie utrzymywane w zamknięciu. Na tym terenie obowiązuje zakaz organizowania wystaw, pokazów, konkursów z udziałem zwierząt wrażliwych, czyli głównie tu chodzi o psy i koty. Na tym terenie my będziemy prowadzić działania polegające na intensywnym monitoringu obecności wirusa w środowisku – podkreśla Katarzyna Arłukowicz-Strankowska.
Najważniejszą zmianą jest jednak wprowadzenie przymusu szczepienia kotów, co do tej pory nie było w Białymstoku standardem prawnym.
– Na terenie już całego Białegostoku oraz gminy Juchnowiec, Powiatowy Lekarz nakazał szczepienia kotów obowiązkowe przeciwko wściekliźnie. Wcześniej przed ukazaniem się tego rozporządzenia, które dwa dni temu się ukazało, nie było takiego obowiązku szczepienia kotów, więc teraz należy koty poddać szczepieniom przeciwko wściekliźnie. Wszystkie koty, które ukończyły trzy miesiące życia, powinny zostać zaszczepione przez lekarza weterynarii – instruuje ekspertka.
Lis w centrum miasta – czy mamy powody do paniki?
W ostatnim czasie emocje wzbudził film krążący w mediach społecznościowych, na którym widać lisa biegnącego przez Rynek Kościuszki. Choć widok ten może budzić lęk, służby weterynaryjne apelują o spokój i rozwagę. Kluczem jest zachowanie dystansu.
– My powinniśmy przede wszystkim unikać kontaktów z dzikimi zwierzętami. Nie powinniśmy do tych zwierząt podchodzić, dotykać ich, starać się głaskać, przywoływać ich do siebie, wabić, dokarmiać. Zwierzęta dzikie powinny zostać dzikie i my nie powinniśmy wchodzić im w drogę. Zdrowe zwierzę w drogę nam też wchodzić nie będzie. Natomiast jeśli zwierzę dzikie będzie wykazywało objawy nienaturalnej agresji niczym niesprowokowanej, jeżeli to zwierzę będzie się do nas zbliżało, to już nie jest normalne – mówi zastępca Podlaskiego Lekarza Weterynarii.
Katarzyna Arłukowicz-Strankowska wylicza szereg symptomów, które powinny zapalić w naszej głowie czerwoną lampkę. – Zwierzę chore na wściekliznę może wykazywać cały szereg objawów, począwszy od objawów neurologicznych takich jak drgawki, zaburzenia chodu, ślinienie, opadnięcie żuchwy, jakaś nadmierna wokalizacja, ale może też zupełnie spokojnie się zachowywać. Ono może być w okresie porażenia i po prostu spokojnie leżeć i nie zdradzać żadnych objawów. Także unikajmy kontaktu z dzikimi zwierzętami.
W przypadku spotkania zwierzęcia w centrum miasta, które zachowuje się nietypowo, nie należy działać na własną rękę. – Nie panikujmy, nie zaczepiajmy, nie róbmy obławy. Jeżeli będą te zwierzęta wykazywały jakieś niepokojące objawy, tak jak już wspomniałam wcześniej, powiadommy służby – straż miejską, Powiatowego Lekarza Weterynarii w Białymstoku. Fachowcy się tym zajmą – podkreśla Katarzyna Arłukowicz-Strankowska.
Pierwszy przypadek wścieklizny od 10 lat. Skąd wziął się wirus?
Wykrycie wścieklizny w Białymstoku jest wydarzeniem bezprecedensowym w najnowszej historii regionu. Województwo podlaskie od lat uchodziło za obszar bezpieczny dzięki systematycznym działaniom profilaktycznym.
To nie jest tak, że inspekcja działa tylko w momencie, kiedy występuje wścieklizna. My działamy cały czas, prowadzimy monitoring nieustanny obecności wirusa w środowisku, więc pobieramy próbki zarówno od lisów, jak i od zwierząt padłych znalezionych, więc będziemy cały czas prowadzili dochodzenie, być może uda nam się ustalić drogę przemieszczania wirusa konkretnie do Białegostoku. Rezerwuarem wirusa wścieklizny w Europie, w Polsce są zwierzęta dzikie. On wędruje z dzikimi zwierzętami. Tutaj głównym, podstawowym rezerwuarem jest lis rudy. I to u lisa rudego ten wirus się zadomowił, jeśli mogę tak się wyrazić, i wraz z nim się przemieszcza – tłumaczy ekspertka.
Mimo incydentu, przedstawicielka Inspekcji Weterynaryjnej uspokaja, że sytuacja nie ma charakteru epidemicznego. – Nasze województwo jest objęte szczepieniami lisów przeciwko wściekliźnie od ponad dwudziestu lat. Dwie akcje: wiosenna i jesienna. Populacja lisa rudego, ale także jenota, ponieważ ta szczepionka jest dedykowana również jenotom, jest uodporniona. Oczywiście nie w stu procentach, bo to jest niemożliwe w przypadku szczepień doustnych, natomiast duża część populacji tych zwierząt jest uodporniona przeciwko wściekliźnie, więc nie ma mowy tutaj na terenie naszego województwa o jakimś szerzeniu epidemicznym wirusa.
Co robić w razie ugryzienia?
Wścieklizna to choroba śmiertelna, dlatego w przypadku jakiegokolwiek kontaktu bezpośredniego z nieznanym zwierzęciem, liczy się czas i właściwa reakcja. Pierwszą pomoc możemy – i musimy – udzielić sobie sami jeszcze przed przyjazdem do szpitala.
– Natychmiast miejsce zranienia, skaleczenia należy poddać obfitemu przemywaniu wodą z mydłem. Obficie przemyć, zdezynfekować i udać się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, on zdecyduje o dalszym postępowaniu. W praktyce wygląda to tak, że po takim kontakcie nieszczęśliwym, feralnym ze zwierzęciem należy zgłosić się do lekarza, powiadamiana jest Inspekcja Sanitarna, Inspekcja Weterynaryjna. Powiatowy Lekarz decyduje o obserwacji piętnastodniowej takiego psa. Przeprowadzona ta obserwacja jest przez lekarza weterynarii wolnej praktyki. Po piętnastu dniach możemy wykluczyć albo potwierdzić to, czy zwierzę było chore, czy nie – wyjaśnia Katarzyna Arłukowicz-Strankowska.
Dzięki szczepieniom i zachowaniu podstawowych zasad ostrożności, w stu procentach możemy zapobiec tej groźnej chorobie. Pamiętajmy o terminowym szczepieniu swoich pupili – teraz jest to nie tylko kwestia odpowiedzialności, ale i obowiązku prawnego.
RR / red: tk, bs, gl / opr. MatA (źródło: Polskie Radio Białystok)
Fot. Barbara Sokolińska (PRB) – materiał nadesłany














