– Z suszą nie wygramy, ale można zminimalizować jej skutki – to wnioski płynące ze szkolenia dla rolników przeprowadzonego w Lubelskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Końskowoli. Z problemem niedoboru wody w glebie rolnicy mierzą się niemal każdego roku.
– Kluczowa jest tutaj pewna granica temperatury, która w połączeniu z deficytem wody jest dla gleby zabójcza – wyjaśnia kierownik zakładu Biogospodarki i Agrometeorologii Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, Jerzy Kozyra. – Życie w glebie jest zależne od temperatury i od wilgoci. I jeśli jest wysoka temperatura – do 17°C, życie się cały czas rozwija i mikroorganizmy glebowe funkcjonują. Natomiast jeśli przekroczymy ten próg 17°C, tam już nic pozytywnego się nie dzieje. Bakterie glebowe i życie w glebie zaczyna stagnować. I jeśli do tego dojdzie deficyt wody, to życie w glebie zaczyna zamierać.
– U nas są gleby słabej jakości, bo ja pochodzę z rejonów Józefowa. Mamy w większości maliny. Część mamy nawadnianych, a część nie. Maliny z typowo starych odmian są o wiele bardziej odporne na suszę – mówi Marzena Kapica z Boisk. – Mamy jeszcze bardzo starą odmianę i ona jest tak odporna na suszę, że w ubiegłym roku czy dwa lata temu nie uschła, choć była nienawadniana.
CZYTAJ: Mrówki a sprawa przebiśniegów. Wiosenna tajemnica przyrody
– Jeżeli mówimy o tym, jak my, jako rolnicy możemy próbować dostosowywać się do zmian klimatu, do coraz dłuższych okresów bezdeszczowych, to możemy podjąć działania agrotechniczne – mówi Krzysztof Kurus, kierownik Zespołu Produkcji Roślinnej Lubelskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Końskowoli, główny specjalista do spraw zbóż i rzepaku. – Chodzi o to, żeby prowadzić uprawę gleby mniej intensywnie. Zabiegi powinny być mniej głębokie, mniej agresywne. Do tego dochodzi wapnowanie gleby, odpowiedni płodozmian, dbanie o próchnicę glebową, więc te wszystkie elementy, które będą wpływały na to, że ta gleba będzie miała większą retencję, będzie mogła dłużej zatrzymywać wodę. Kolejnym elementem jest siew w odpowiednim terminie, żeby korzenie mogły się odpowiednio rozwinąć, czyli niezbyt późny siewy. Hodowla roślin idzie również w takim kierunku, aby hodować odmiany roślin, które będą mniej wrażliwe na niedobory wody. Wszystkie te elementy będą tutaj bardzo ważne.

– Trzeba starać się teraz uprawiać płytko, stosować odmiany odporne na susze, czyli owies ozimy, lędźwian, sorgo. Ale przede wszystkim walka z suszą polega na budowaniu próchnicy w glebie przez obornik, różnego rodzaju poplony i uprawki – mówi rolnik Grzegorz Sagan z Poizdowa.
I jak to wygląda u pana na plantacji? Rzeczywiście te coroczne zabiegi pomagają?
– Wszystko widać. Trzy razy robiłem przez trzy lata bezorkówkę. Tylko w tamtym roku na jesieni nie wyrabiłem się, musiałem wywieźć obornik i zaorać. Na tym polu, na którym były stosowane przez trzy lata bezorkówki, widać było próchnicę – zawsze mi się wyorywał żółty piach, a w tym roku już ładna gleba. Widać, że bezorkówka działa, podobnie jak stosowanie obornika. Niestety teraz w okolicach jest już mało hodowli i brakuje obornika – zauważa pan Grzegorz.
CZYTAJ: Przyroda budzi się do życia. Nasz reporter poszukuje oznak wiosny
– Rolnik przez całość agrotechniki, jaką wprowadza w gospodarstwie, może kształtować zasobność i możliwość przechwytywania przez glebę wody. Mówimy tutaj o kilku strategiach. Po pierwsze – odpowiednie dostarczanie do gleby nawozów organicznych w postaci obornika, kompostu czy pozostawiania na polu resztek pożniwnych i mieszania tych resztek z glebą. To wszystko jest przechwytywacz wody. Druga strategia, o której mówią bardziej ekolodzy, to jest zatrzymanie wody w rowach melioracyjnych, poprzez bardzo proste zastawki. Na rowie melioracyjnym rolnik może skonstruować bardzo prostą zastawkę, nawet z odpornego na wilgoć drewna i zrobić tam barierę od pół do metra, żeby ta woda nie odpłynęła. I potem podczas dużej burzy ta woda przeniknie do gleby i będzie to pożytek dla roślin – podkreśla Jerzy Kozyra.
I to jest legalne?
– Tak, to jest legalne. Jednak trzeba pamiętać, że każda stworzona bez konsultacji zastawka na rzece lub czymś, co zostanie oficjalnie uznane za ciek wodny, jest nielegalna i wymaga współpracy z Wodami Polskimi. Ale staramy się też przekonywać Wody Polskie do tego, żeby renaturalizować cieki i współpracować z rolnikami, bo tutaj trzeba wspólnego działania – dodaje Jerzy Kozyra.
Dodajmy, że organizatorem szkolenia był Związek Młodzieży Wiejskiej, a zorganizowano je w ramach kampanii „Rolnik na plusie”.
ŁuG / AKos / LisA
Fot. pexels.com















