Pszczoły są niezbędne w przyrodzie, ale ich życie staje się coraz trudniejsze. Zmienia się nasze otoczenie, a wraz z nim znikają miejsca, w których te owady mogą żyć i rozmnażać się. Problem dotyczy nie tylko terenów rolniczych, ale także naszych ogrodów i podwórek.
Jak pomóc zapylaczom?
O tym, co najbardziej szkodzi zapylaczom, mówi Joanna Adamczewska z Wigierskiego Parku Narodowego. – Zmienia się sposób gospodarowania w rolnictwie, jest więcej chemii, zmienia się też sposób użytkowania gruntów. Mamy wszystko zagospodarowane. A potrzebne są też na przykład w ogrodzie takie odsłonięte skarpy, gdzie trzmiel może sobie zrobić dziurkę i założyć gniazdo, czy gliniane ściany. Nikt już teraz nie buduje z gliny. Usuwamy wszystkie chwasty, wszystkie zasuszone rośliny, które mają takie łodyżki puste w środku, a wiosną dzikie zapylacze właśnie zakładają tam gniazda – mówi Joanna Adamczewska.
Nie tylko łąki kwietne
Niewielkie działania mogą jednak wiele zmienić i być dużym wsparciem dla zapylaczy.
– Warto pozostawić niewielkie fragmenty podwórka nieskoszone, gdzie będą rośliny, z których owady będą mogły korzystać. Warto też jesienią zostawić suche badyle, w których wiosną owady będą mogły założyć gniazda. Można również dosiewać tak zwane łąki kwietne. To mieszanki roślin, dzięki którym owady mają pożytek – dodaje Joanna Adamczewska.
Warto też wystawiać pszczołom miseczki z wodą. Dobrze włożyć do nich kamyki, kawałki kory albo muszelki, żeby owady mogły na nich przysiąść i bezpiecznie się napić. Zapylaczami są m.in. pszczoły, trzmiele, muchówki, motyle, ćmy i niektóre chrząszcze.
AAW / red: gl / opr. MatA (źródło: Polskie Radio Białystok)
Fot. Monika Kalicka (PRB) – materiał nadesłany














