Dziś, w Niedzielę Palmową, w kościołach święcone są palmy, będące symbolem męczeństwa, ale i zwycięstwa nad cierpieniem i śmiercią. Zwyczaj ten ma ogromne znaczenie w tradycji ludowej, w której istotną rolę odgrywała też sama palma.
CZYTAJ: „Kwietna Niedziela”. Jak wyglądała palma lubelska?
– Dawniej, w wielu miejscowościach województwa lubelskiego po poświęceniu palmy i wyjściu z kościoła uderzano się nią po plecach – mówi Gabriela Lalak z Działu Edukacji Muzeum Wsi Lubelskiej. – Zaraz po wyjściu z kościoła uderzano się tą już święconą palmą po plecach i mówiono: „Palma bije, ja nie bije, niech (i tutaj podawano imię na przykład sąsiada) Marysia czy Stanisław 100 lat żyje”. Albo też mówiono” Oczeret, łozina, za tydzień słonina”. Oczeret to miała być trzcina, łozina to gałązka wierzby. No a za tydzień słonina, bo już każdy czekał na Wielkanoc i to jadło, które można było w końcu zjeść po długim czasie przednówku, który pokrywał się z okresem Wielkiego Postu.
– Poświęcona palma miała czuwać nad dobrostanem całego domostwa. – Najczęściej była wtykana za święty obraz – dodaje Gabriela Lalak. – Była wykorzystywana dość często. Bo nawet przy chorobach gardła zjadano bazie, wierząc, że to pomoże na ból gardła. Często też okadzano się palmą. Przed pierwszym wypasem bydła przy jej użyciu święcono te zwierzęta. Często też wtykano palmę w pole, żeby chronić przyszłe plony przed nawałnicami, innymi katastrofami czy pożarami.
Często też w Wielkanoc lub Poniedziałek Wielkanocny palmą i wodą święconą gospodarz święcił swoje gospodarstwo.
RyK / opr. ToMa / MatA
Fot. archiwum RL














