Przymrozki w ciągu ostatnich nocy dały się we znaki uprawom sadowniczym z powiatu opolskiego. Najbardziej ucierpiały drzewa jabłoniowe, a zdaniem rolników zawiązki owoców na niektórych plantacjach zostały całkowicie zniszczone.
– Jeśli chodzi o trzy największe zagłębia sadownicze, czyli grójeckie, lubelskie i sandomierskie, to jest bardzo źle – ocenia wiceprezes Związku Sadowników RP, Krzysztof Cybulak z Kopaniny Kaliszańskiej w gminie Łaziska. – Można powiedzieć, że praktycznie każdy słupek jest brązowy. Nawet te, które są jeszcze zamknięte, też są niestety brązowe. Może tam gdzieś za jakimiś laskami, może na jakichś górkach cokolwiek zostało, ale tak to… Niestety, ale u nas było poniżej minus 6. 6, 6,5, 6,3. Taka temperatura zawsze zabija.
– Sytuacja wygląda dosyć niepokojąco – mówi Karol Grzęda, wójt gminy Łaziska. – Jesteśmy po fali przymrozkowej, która rozpoczęła się od niedzieli. Ale niestety prognozy są złe. Zapowiadane jest, że dzisiejszej nocy wystąpią jeszcze większe przymrozki. Jesteśmy gminą, która żyje z sadownictwa. Około pięciu tysięcy hektarów. To są uprawy sadownicze różnych gatunków. Począwszy od jabłoni, której jest najwięcej, kończąc na wszelkiego rodzaju, nawet borówce, porzeczka, malina, wiśnia, grusza, czereśnia. Te wszystkie uprawy zostały przez obecnie występujące przymrozki znacznie uszkodzone.

– To trzeci rok z rzędu, kiedy może dojść do takiej sytuacji, że właściwie polscy rolnicy nie będą mieli z czego żyć – mówi Paweł Suchowolak, kierownik Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Opolu Lubelskim. – To jest trzeci rok z rzędu nawet nie przymrozków, tylko mrozów, bo temperatury, które spadły w powiecie opolskim, oscylowały nawet w granicy minus 10 stopni Celsjusza, co przy tej fazie rozwoju roślin, np. w większości przypadków odmian jabłoni, to jest tak naprawdę już, tak mówiąc kolokwialnie, pozamiatane.
– Prowadzę gospodarstwo sadownicze. Jesteśmy na mojej działce, która znajduje się w Głodnie – mówi Karol Kostyra, sołtys wsi Braciejowice. – Sytuacja jest beznadziejna. Jeżeli ktoś nie ma zraszania nadkoronowego, to jest na pewno 95% strat. Przyszłej nocy na pewno będzie ich 100%, bo nadają kolejny duży mróz. Miejscami nawet w granicach 5, 6, 8 stopni.
Co obecnie dzieje się na plantacjach? – Woda jest tłoczona w magistralę, przenoszona jest do zraszaczy – mówi sołtys Kostyra. – Woda później trafia na drzewa, zamarza i to nam ratuje cały plon. Prawdopodobnie, bo też nie można powiedzieć, że to będzie tak kolorowo, bo deszczownia wytrzymuje do temperatury minus 7, może do minus 10, ale nie wszędzie.
– Taką instalacją do minus 8 można spokojnie ochronić – wskazuje Krzysztof Cybulak. – Jedyny warunek, żeby nie było wiatru. Myśmy to opryskali pod tym mrozie giberelinami. To nie chodzi o to, że my to uratujemy. Z brązowego zielone się nie zrobi. Tylko w roślinie wtedy gibereliny powodują to, że jest zjawisko kompensacji i wtedy roślina sama już wie, gdzie jest jakiś kwiatek ocalały. Tam kierujesz wszystkie składniki, asymilaty itd. Cytokininy, auksyny i gibereliny to są hormony wzrostu właśnie. Akurat giberelina jest najlepsza, jeżeli chodzi o takie szkody.
– Ta sytuacja pokazała, że ta forma najlepszego ratunku, która jest, czyli systemy nadkoronowe, zraszania nadkoronowego, też niestety nie pomogła z tego względu, że temperatury były bardzo, bardzo niskie – dodaje Karol Grzęda. – Co robić teraz? Są jakieś formy wspierania rośliny, ale to wspieranie ma wtedy sens, kiedy właściwie ta roślina jeszcze żyje, kiedy ten kwiat jeszcze żyje i w tej chwili wydaje mi się, że taką najlepszą formą wspomagania roślin są jakiegoś rodzaju inhibitory wzrostu typu giberelina, jakieś aminokwasy, coś na bazie alg i tym podobne. Ale w tej chwili myślę, że to jest jeszcze za wczesna pora, żebyśmy mogli stwierdzić jednoznacznie, na ile to pomoże. W tej chwili trwa liczenie strat.
Dokładny zakres strat będzie można ocenić za około miesiąc. Wtedy też mają rozpocząć działanie komisje szacujące szkody.
ŁuG / opr. WM
Fot. Łukasz Grabczak















